Płachta Jan

Absolwent LO w Brzesku z 1955 r. Dr inż., studiował na Politechnice Krakowskiej na Wydziale Budownictwa Lądowego, absolwent Politechniki w Wiedniu i Illinois Institute of Technology w Chicago.

W 1972r. otrzymał tytuł “Master of Science” in Civil Engineering. W 1980 roku rozpoczął studia doktoranckie w Politechnice Krakowskiej i w 1982 roku otrzymał tytuł “Doktora Nauk Technicznych. Autor licznych reportaży i artykułów drukowanych prasie amerykańskiej np, Dzienniku Związkowym Polish Daily News. Teksty dr inż. Płachty zamieszczane były także brzeskim BIM-ie. Informacja odnośnie osoby dr inż. Płachty można znaleźć na stronie internetowej gazety polonijnej: www.polishdailynews.com Artykul zatytuowany: "Jan S. Plachta polski inżynier w Ameryce" znajduje się w dziale "Polacy Na Swiecie". Dr inż. Jan S. Płachta, specjalista w dziedzinie budowy dróg i mostów, pracujący w chicagowskim oddziale US Army Corps of Engineers, jest człowiekiem znanym w Ameryce, w Polsce i w wielu innych krajach świata. Jego pasją – oprócz pracy zawodowej – jest promocja wiedzy o osiągnięciach polskich inżynierów poza granicami kraju, głównie w Ameryce. Ma w swoim dorobku popularyzatorskim liczne artykuły w amerykańskich czasopismach i w prasie polonijnej w USA, Francji i Szwajcarii, wiele odczytów wygłaszanych w językach polskim i angielskim. Studia rozpoczął na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Krakowskiej. Jeszcze przed ich ukończeniem – w 1961 roku – wyjechał z Polski. To były ciężkie lata. Nie odpowiadała mu perspektywa spędzenia życia w komuniz-mie, więc kiedy nadarzyła się okazja wyjazdu, znalazł się w Jugosławii, a stamtąd była już krótka droga do Austrii. Chciał studiować na Politechnice Wiedeńskiej. Nie było to łatwe zadanie, gdyż nie znał niemieckiego. Zabrał się ostro do pracy i nauki języka. Nie miał kontaktów z Polakami, więc musiał na co dzień porozumiewać się po niemiecku, przy tym dużo czytał, zafascynowany innym obrazem świata i polityki, niż ten znany mu z kraju.
Rok później był już studentem i w 1966 r. ukończył politechnikę z dyplomem magistra inżyniera. To były dobre studia i dały mu bardzo dużo, jednak – jak się okazało – polska narodowość, którą zdradzał jego akcent, budziła dystans i uprzedzenia. Czuł się gorzej traktowany jako Polak, a tego akceptować nie potrafił i nie chciał. Rozejrzawszy się wśród możliwości wybrał Kanadę, do której można było łatwo wyjechać i szybko dostać wizę. Tam również miał trudne początki – kryzys gospodarczy spowodował, że dopiero po roku dostał pracę w Toronto, w amerykańskiej firmie. Wysłany służbowo do Stanów, od 1967 roku pracował w Pittsburgu w Pensylwanii, a potem w Chicago. Studia w tutejszym Illinois Institute of Technology dały mu licencję, z którą już było naprawdę łatwo z pracą w zawodzie.
Zainteresowanie inżyniera Jana Płachty postacią i dorobkiem Rudolfa Modrzejewskiego, wielkiego syna wielkiej aktorki Heleny Modrzejewskiej (angielska wersja jego nazwiska to Ralph Modjeski), zaczęło się dawno. W listopadzie 1967 roku, niedługo po jego przyjeździe do Toronto, w Kanadzie były wybory. Jako jeden z kandydatów przyjechał do Toronto z Quebec późniejszy premier Pierre Trudeau, aby odsłonić pomnik prawnika i inżyniera Kazimierza Gzowskiego.
Gzowski budował w Kanadzie linie kolejowe. Zdobył bardzo duży majątek i włączył się do życia politycznego, został wicegubernatorem Ontario. Odsłonięcie tablicy odbyło się w bardzo podniosłym nastroju.
"Kiedy przyjechałem tutaj – mówi Jan Płachta – i poznałem historię życia i prace Modrzejewskiego, pomyślałem: 'Jezus Maria, przecież ten człowiek zrobił bez porównania więcej niż Gzowski, a tutaj nikt go nie docenia!'. Zaczął zbierać informacje o Modrzejewskim. Zjeździł całe Stany, widział wszystkie jego mosty, ma bogatą dokumentację na ten temat. Jako uznany ekspert w tym zakresie jest zapraszany do wygłaszania odczytów o Modrzejewskim – nie tylko w Chicago, ale w całej Ameryce, także w Wiedniu, w Paryżu, w Londynie, Warszawie, Krakowie. Wszędzie stara się przypomnieć tę postać.
Niedawno był w Krakowie. W Muzeum Narodowym na piętrze w Sukiennicach widział piękny portret Heleny Modrzejewskiej pędzla Tadeusza Ajdukiewicza. Kopie tego obrazu można zobaczyć w Warszawie i innych miastach. Prawie każde miasto w Polsce ma ulicę Modrzejewskiej. A o Rudolfie mało kto słyszał. Bo to Ameryka… "A on budował takie wspaniałe mosty".
Budując je Modrzejewski musiał jeździć po całej Ameryce. Obliczono, że rocznie przejeżdżał około 50 tysięcy mil. Sto lat temu nie było łatwych dróg, trzeba było jeździć pociągami, które były dość powolne. Masę czasu spędzał w pociągach. Praca i podróże, praca i podróże.
Kilka lat temu pan Jan przeczytał w Dzienniku Związkowym, że w Krakowie będzie wielka uroczystość: otwarcie ulicy im. Elvisa Presleya. A Modrzejewskiego ulicy nie ma! Próbował interweniować, pisał do burmistrza. Dostał odpowiedź: "Nasza administracja nie pozwala na dwuznaczne oznakowanie". Ulica Heleny Modrzejewskiej i ulica Rudolfa Modrzejewskiego? Niemożliwe. Albo–albo. "A Elvis Presley ma ulicę. Ale za to Modrzejewski ma most nazwany jego imieniem w miejscu pochodzenia Presleya – w Memphis, Tennessee. Most określany jako cud techniki".
Inżynier Jan Płachta poznał swoją żonę Barbarę w Krakowie, kiedy robił na tamtejszej politechnice doktorat, i tam się pobrali. Pierwszą pracę po doktoracie dostał w Arabii Saudyjskiej. Pojechał tam razem z żoną, ale praca mu nie odpowiadała i wkrótce wrócili do Chicago.
Tu urodzili się obydwaj synowie. Starszy, John, skończył akademię wojskową, jest kapitanem w rezerwie, obecnie pracuje w Teksasie. Był w Iraku, w Azji, w Japonii. Wojsko mu odpowiada, mimo niebezpieczeństw. Przez pół roku służby w Iraku prowadził konwoje. To były trudne przeżycia dla rodziców, szczególnie dla mamy. Ale miał szczęście, wrócił cały. Myśli o pójściu na studia podyplomowe.
Stephen, młodszy syn, jest studentem Akademii Medycznej w North Chicago, ma przed sobą jeszcze kilka lat nauki.
Dr Jan Płachta działa społecznie, między innymi w Polsko-Amerykańskim Związku Inżynierów (PAEA), działającym od 1934 roku. Związek jest organizacją bardzo aktywną. "To trochę przykre, że trudno przyciągnąć tych, którzy powinni być zainteresowani – mówi. – Co miesiąc mamy prelegenta, tematyka jest zróżnicowana i ciekawa, ale nie bardzo to idzie. Zdarza się, że przyjeżdżają Polacy, mówią: 'Angielski to taki trudny język!' i idą sprzątać. Zamiast się uczyć, zrobić licencję i pracować w zawodzie".
Przecież języka mogą się nauczyć i dorośli. Tak, zostaje akcent, ale to nie jest ważne. "Ja w dalszym ciągu mam akcent, ale to nie ma znaczenia. Oceniane są umiejętności zawodowe".
Wielu Polaków mogłoby skorzystać, przychodząc na te spotkania. Ale… trzeba zapłacić 50 dolarów rocznej składki! W amerykańskich organizacjach biorą i dwieście.
Dawniej spotkania odbywały się w Centrum Kopernikowskim, ale po znacznej podwyżce opłaty inżynierowie zrezygnowali. Przenieśli się do Związku Narodowego Polskiego i tam się spotykają.
PAEA daje stypendia, jest członkiem Rady Polskich Inżynierów Ameryki Północnej, ma kontakt z innymi stowarzyszeniami. "Wzięliśmy udział w odsłonięciu płyty pamiątkowej zmarłego w 2008 roku Franka Piaseckiego w Filadelfii. Piasecki, syn polskich emigrantów i konstruktor dwuwirnikowych śmigłowców, był drugim po Igorze Sikorskim twórcą amerykańskich helikopterów. To była ważna uroczystość. Brali w niej udział inżynierowie z Nowego Jorku, z Chicago, z Filadelfii, z Kalifornii".
Polscy inżynierowie spotykają się na różnych zjazdach, np. w ubiegłym roku do Warszawy przyjechali uczestnicy z całego świata – z Australii, z Kanady, z Europy. W Europie te związki działają szczególnie dobrze. "Omawiamy to, co robimy, wymieniamy się opiniami i doświadczeniami, to dużo daje".
Inżynier Płachta pracuje od dwudziestu siedmiu lat w US Army Corps of Engineers. Czerpie z tego zajęcia dużą satysfakcję. To niewielkie biuro, bo region jest mały, ale obowiązków ma bardzo dużo. "Robimy kontrole przeciwpowodziowe, zabezpieczenie brzegów jeziora (Michigan Shore Protection Projects). To bardzo ciekawa praca. Jestem najstarszy w biurze. Tam głównie przychodzą młodzi, prosto po studiach. Na początku trochę się dziwią, 'co ten dziadek tu robi?', ale szybko zyskuję ich respekt, bo cenią moje doświadczenie".
Do roku 1995 w Chicago znajdowała się siedziba biura regionalnego Corps of Engineers, odpowiedzialnego za administrację biur dystryktów w Chicago, w Buffalo, w Detroit, Rock Island i St. Paul. Dla inżyniera Płachty wiązało się to z częstymi podróżami do projektów. Kontrolując śluzy i zapory w rejonie Wielkich Jezior oraz na rzekach Mississippi, Ohio i Illinois, miał wtedy sposobność przyjrzeć się mostom Modrzejewskiego. Po reorganizacji biuro regionalne przeniesiono do Cincinnati, a w Chicago zostało tylko biuro lokalnego dystryktu. Jednak w ostatnich kilku latach często wyjeżdżał do Nowego Orleanu, gdzie Corps of Engineers wzmacniał zabezpieczenia przeciwpowodziowe po huraganie Kathrina.
Nie sposób opisać w skrótowym z konieczności artykule całą działalność zawodową i organizacyjną tak czynnego człowieka, jak Jan Płachta.Warto jednak wymienić honorowy tytuł Fellow, nadany mu w 1999 roku przez American Society of Military Engineers i w 2006 – przez American Society of Civil Engineers, oraz wpisanie go w 1999 roku do Złotej Księgi Wychowanków Politechniki Krakowskiej, gdzie zaczynał studia i robił doktorat.
Jest doradcą merytorycznym przygotowywanego przez polską dokumentalistkę Barbarę Lorynowicz filmu o Rudolfie Modrzejewskim. Projekt jest wciąż "na etapie nadziei" ze względu na brak funduszy.
Wprawdzie inżynier nie wybiera się jeszcze na emeryturę, ale ma już plany na ten okres w życiu, który większość ludzi przeznacza na odpoczynek.
Będzie to mianowicie czas na pisanie książek. Na pewno o Modrzejewskim. A potem? No cóż, inżynierowie polscy i polskiego pochodzenia mają w USA wiele imponujących dokonań, jednak na ogół wiedzą o nich tylko specjaliści z ich własnego kręgu. Takich postaci jest dużo, nawet blisko nas. Choćby Ludwik (Louis) Kończa, swego czasu naczelny inżynier chicagowskiego Biura Mostów, wyrzucony z pracy po dramatycznej podziemnej powodzi w Downtown w kwietniu 1992 roku. Początkowo uważano go za bohatera, bo to właśnie on zauważył problem i stwierdził, co trzeba zrobić, żeby zapobiec katastrofie. Przekazał raport dalej, a biurokraci zwlekali, przesuwając papiery i czekając na zezwolenia. Woda wdarła się do kanałów i piwnic Loop w siedemdziesiąte urodziny Kończy. Burmistrz szukał kozła ofiarnego, a Kończa nie miał poparcia.
Inni, równie interesujący, to wymieniony wcześniej Frank Piasecki; wynalazca "walkie-talkie" Henryk Magnuski; odznaczony Prezydenckim Medalem Wolności za pracę przy programie Apollo w NASA inżynier lotnictwa Kazimierz Patelski czy inżynier i profesor Henry Petroski z Duke Univer-sity, autor wielu znakomitych książek, m.in. "Engineers of Dreams" o wielkich budowniczych mostów. Prof. Petroski otrzymał prestiżową Nagrodę Washingtona, do której zgłosił go nie kto inny, tylko dr Jan S. Płachta.
Pytany o dalsze plany, inżynier uśmiecha się i mówi: "Podobno Pan Bóg się śmieje, jak my plany układamy".

Tekst Krystyna Cygielska